sobota, 9 września 2017

Sen

Był niebieski , ale nie taki niebieski że niebieski, miał też troszkę pod piórkami jakby zielonego  ociupinkę złotego , w każdym razie był podobny do kolibra ale  wielkości średniego gołębia.  Usiadł na gałęzi i patrzył na mnie takimi wyrazistymi oczkami jak dwa węgielki , przechylał głowę  i przeskakiwał z gałęzi na gałąź . Nie wiem skąd wzięły się ziarna słonecznika w mojej dłoni ..zaczęłam mu rzucać pojedyncze ziarenka a on od razu bez strachu przyleciał i zaczął śmiesznie podskakiwać   i zjadać każde ziarno . Kiedy ziarenka  się skończyły pokiwał jeszcze łebkiem  na dwie strony p-opatrzył i odleciał . Następnego dnia przyszłam pod to samo drzewo a on już tam był miał spory silny dziob   . tym razem  w moich dłoniach nie pojawiło się ziarno , po prostu popatrzyliśmy na siebie ja wyciągnęłam dłonie a on zleciał od razu i zaczął się mościć. Jak przylatywał to pamiętam że trochę się go wystraszyłam tego dzioba ..zastanawiałam się czy przypadkiem nie będzie szukał jedzenia  w moich dłoniach i czy nie zacznie mnie dziobać Usiadłam na  skraju domu futryny drzwi domu który pojawił się tuż  za moimi plecami. Usłyszałam  ludzi  jak mówili.. widziałeś ten ptak sam do niej przyleciał a teraz śpi.. w jej dłoniach . Cała sceneria zmieniła się jak za dotknięciem  czarodziejskiej różczki . wcześniej to był park albo las  w każdym bądź razie .. łono natury a teraz to było miasto  zostało tylko drzewo  reszta dom .ulica jakby ...przeszłość i przyszłość.. nie miały większego znaczenia . Siedziałam na progu wielkiego domu ze śpiącym karmazynowo-szafirowym śpiącym ptaszkiem w dłoniach i sama zaczęłam robić się bardzo senna. Przechodzący ludzie  zatrzymywali się i  cicho siadali dookoła obserwując  mnie i śpiącego ptaszka . Jakieś dziecko zapytało głośno.. ciekawe o czym śni ten ptaszek.. schyliłam głowę i przytuliłam twarz  do stworzenia poczułam  bijące serduszko i zobaczyłam  taki obraz. Zobaczyłam piramidę egipską w czasach świetności    była w kolorze  piór ptaszka mieniła się ..i obrazy na niej poruszały się a ona była jakby żywym obrazem. tak piramidy to była forma żywego organizmu.. przeniosło mnie do środka  i stałam się częścią tego organizmu.. byłam obserwatorem .  zobaczyłam  wielkie sale w jednej z nich  siedział chłopiec który może miał około 9 lat . siedział sobie po turecku  i patrzył na ściany.. Ja również popatrzyłam na ściany  i wtedy zobaczyłam  moje obrazy które namalowałam jak spływają pokazując się  jeden za drugim , te namalowane i te jeszcze nie namalowane .. ale wszystkie na  pewno moje.   Chłopiec wskazał  w milczeniu na jeden z obrazów .. przedstawiał on  puchatego ptaka  o złocistej barwie. obraz  podfrunął nad chłopca  . on zaś  wyciągnął tego puchatego złocistego jakby koguta ..jakieś  stworzenie.. i śmiejąc się wsadził go sobie  na głowę . W tym momencie obraz  ożył.. Pomyślałam.. On ożywia wszystko co namaluję .. a on z tym stworzeniem które jeszcze patrzyło tępym wzrokiem ledwo co ożywionego. Też pomyślał a ja to w sobie usłyszałam. Wszystko co malujesz ożywiam . Wszystko istnieje naprawdę bo wszechświat jest tak ogromny , że pomieści i zrealizuje każdą myśl. ... I otworzyłam oczy i zobaczyłam śpiącego ptaszka i czekających ludzi jak na jakieś przedstawienie . Nagle zobaczyłam chodzącą jakby mrówkę( nieznana forma robaczka  )  biała  wychodziła z ptaka , potem druga i trzecia .. wszystkie zabiłam.. bo się wystraszyłam . Czwartą zaczęłam obserwować i kiedy to zrobiłam przestałam  się bać i czuć wstręt jaki się ma do robactwa tylko  zaczęłam się interesować budową organizmu .. wtedy to sobie po prostu poszło. Ptaszek się obudził  zatrzepotał skrzydłami i odleciał  a  Ja śniłam dalej .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz